RSS
 

Archiwum kategorii ‘Kajakiem’

Park Krajobrazowy PROMNO

28 lip

Witam,

Poniżej przedstawiam fotorelację z wyjazdu do Parku Krajobrazowego Promno.  W parku byłem dwa dni, a teren zwiedzałem rowerem. Aby obejrzeć cały park łącznie z przyległościami wystarczy jeden dzień, choć trzeba się będzie na pedałować. 2/3 parku to las,  który ostał się dlatego, że teren został pofałdowany przez lądolód w takim stopniu, że nie nadawał się do użycia w rolnictwie.  Dzięki temu, że na terenie parku znajduje się kilka małych jezior jest to idealne miejsce na letnie wyjazdy.

 
 

Prawie jak bonsai

07 lip

Żar lejący z nieba przez cały dzień nie pozwala myśleć o niczym niczym innym, tylko o schowaniu w cieniu z zimnym płynem w reku. Jednak chwile przed godziną dwudziestą trochę się zachmurzyło, a wiatr przegnał parne powietrze. Zmobilizowałem się wsiadłem na rower i ruszyłem w kierunku Lipia. Z Lipia jadę w kierunku Gorzyc i Krzywej Góry. W Gorzycach skręcam w kierunku Biechowa i po około 500 metrach zatrzymuje się przy pomniku przyrody. Sośnie, która wygląda jak ogromne bonsai. Około 300-400 metrów dalej kolejne, choć mniej efektowne. Na obu drzewach małe kapliczki i tabliczki informujące, że drzewa są pod ochroną. Niestety za względu na późną porę i zachmurzenie zdjęcia wyszły średnio. Wracam do drogi łączącej Lipie z Krzywą Górą i jadę w jej kierunku, jednak po wjechaniu do Krzywej Góry warunki atmosferyczne zmuszają mnie do powrotu do domu. Nie pada, jednak wiatr podrywa takie ilości pyłu, że bez gogli dalsza jazda jest nie możliwa. W drodze powrotnej zatrzymuje się na chwilę przy świeżo wyremontowanym Kanale Biechowskim biegnącym przez Gorzyce.

 
 

Starorzecza powyżej Nowego Miasta nad Wartą

06 lip

W niedziele przed finałem Euro 2012 wyjeżdżam na kilka godzin nad Wartę w okolicach Nowego Miasta. W Nowym Mieście ruszam sprzed budowanej przystani, która w połączeniu z hotelem ma przyciągnąć turystów. Kajakiem płynę w górę rzeki, po około 2km po prawej stronie do wody dochodzi kanał, który jest łącznikiem między rzeką, a starorzeczem.  Kajak zostawiam u wylotu kanału pod opieką starszego małżeństwa, a sam zaopatrzony w aparat udaję się na spacer wzdłuż starorzecza, które składa się z kilku przedzielonych roślinnością wodną zbiorników. Całość ma powyżej 1000m długości. Teren w początkowym odcinku zadbany, w drugiej części, gdzie znajduje się stół i miejsce na ognisko śmieci zajmują każde zagłębienie terenu. Po niecałej godzinie wracam nad Wartę i płynę kilometr w górę rzeki do kolejnego starorzecza. Starorzecze choć dużo mniejsze równie często odwiedzane przez wędkarzy co poprzednie. Oba starorzecza warto zobaczyć nie tylko ze względu na wodę, ale przede wszystkim na teren, który ją otacza.

Zdjęcia ułożone chronologicznie i podpisane.

 

Spływ kajakowy rzeką Wrześnicą, od Sokolnik do ujścia w Warcie

16 cze

Spływ kajakowy Wrześnicą nie należy do łatwych, gdyż rzeka jest mała, kręta, a poprzez brak melioracji (za co dziękuje) gęsto zarośnięta. Przenosiny kajaka nie należą do rzadkości.  Spływu na pewno nie można nazwać rekreacyjnym, tym bardziej, że mam ze sobą namiot, śpiwór, oraz resztę potrzebnych rzecz i żywności na dwa dni. Aby spływ na tak małej rzece się udał musi być w nim odpowiednia ilość wody, ja się wybrałem po kilkudniowych opadach, choć opady to w tym miejscu mało powiedziano, bo brzegi był zawalone połamanymi konarami, a nawet drzewami powyrywanymi z korzeniami (patrz foto). Drugim terminem są wiosenne roztopy, choć to dla hardkorów, gdyż częste wychodzenie z kajaka i jego przenoszenie na pewno skończy się pomoczeniem, latem to mały kłopot, a czasem i przyjemność. Przy niskich temperaturach sytuacja mało komfortowa, która szybko zabije chęć do przebywania na łonie przyrody. Wyjazd z domu przed południem w sobotę. Po 30 minutach jesteśmy na w Sokolnikach. Teren jest tu pofałdowany, wszystko skąpane w 30 stopniowym słońcu. Jeszcze tylko chwila poszukiwań odpowiedniego do zwodowania kajaka miejsca, które znaleźliśmy przy betonowym mostku miedzy polami, i jestem na wodzie. Tak na oko woda w rzece jest czysta, temperatura na pewno powyżej 20 stopni, kolor lekko brązowy, podobny do koloru wody w starorzeczach, czy na torfach. W wodzie trochę ryb, widziałem płotki i okonie. Co do ich ilości i wielkości trudno się wypowiedzieć, gdyż płynąc większość płoszę. Rzeka płynie wśród pól, bardzo rzadko przez skrawek jakiegoś lasu. Jednak brzegi są gęsto zarośnięte krzewami, oraz drzewami. Przy Pyzdrach  płyniemy przez sady owocowe, w tym miejscu rzeka jest zmeliorowana.  Na pozostałym odcinku wije się niczym wąż, co można zobaczyć tylko płynąć po niej. Głębokość, jak i szerokość  zmienia się za każdym zakrętem. Raz płyniemy 5-6 metrowym korytem,  rozświetlonym słońcem, ukazującą przepiękną roślinność wodną, a chwilę później wąskim kanałem obrośnięty tatarakiem, w którym ponad dwumetrowe wiosło nie dotyka dna. Rzeką da się płynąć tak naprawdę dzięki rolnikom, którzy aby mieć swobodny dostęp do pól po jej drugiej stronie utwardzali kamieniami przejazdy dla traktorów, mimowolnie spiętrzając wodę. Brzegi rzeki łączy wiele malowniczo wyglądających kładek, które dla nas są przeszkodą. Na noc zatrzymuję się jakieś 700-900 metrów od zabudowań, jednak nie potrafię określić jaka to wieś. Namiot rozbijam na prawym brzegu rzeki, na skraju małego lasku, który zapewni mi opał, oraz schowa ognisko. Wstaję około 9 rano, dobre śniadanie i o godzinie 10 jestem na rzece. Tutaj rzeka płynie wśród traw, a czasem pod nimi, bo wody prawie nie widać. Samo ujście do Warty, do której wpływam około południa, mało efektowne, może metrowej szerokości. Teraz spływ Wartą. 25 kilometrów dzielących mnie od Czeszewa pokonuję w 6 godzin. Pokonanie 10-12 kilometrów Wrześnicy zajęło mi 24h. Nie powiem, że było łatwo, ale na pewno było warto.

 
 

Rezerwat Lutynia

06 cze

Jest chwilę po południu w niedziele, choć to już początek czerwca nie ma więcej niż 15 stopni celsjusza. Wiatr przegania chmury w zawrotnym tempie ukazując co kilka chwil błękitne niebo. Pełen nadziej na utrzymanie się pogody (jaka by nie była) pakuje do samochodu mój pneumatyczny kajak (coś ala ponton), biorę kiełbasę na ognisko, trochę chleba i butelkę wody. Kierunek rezerwat Lutynia. W 15 minut po wyjeździe z domu jestem nad Wartą w Orzechowie, jakieś 100m poniżej ujścia Lutyni do Warty. Warta niska, poziom wody jak podczas letnich suszy. Po obu stronach rzeki ukazały się białe łach, które przypominają raczej egzotyczne plaże niż polską rzekę. Widać to szczególnie miedzy ostrogami, które dopiero teraz pokazują, że sięgają w 1/3 nurtu. O dziwo, pomimo tego, że rzeka płynie zaraz za wałem chroniący 2,5 tysięczną miejscowość nad wodą jestem sam. Brzeg Warty od strony Orzechowa zamieniony w łąki i pola uprawne, pomimo tego, że nie wygląda jakość specjalnie zachęcająco to on właśnie sprawił, że jest tu takie bogactwo ptaków. Ptaki potrzebują nie tylko ciszę i spokój jakie znajdą w lesie, ale także miejsca do żerowania, które znajdą na łąkach. Tak w sposób nieumyślny wycinając część drzew umożliwiliśmy rozwój tego środowiska. Jednak moim celem jest druga strona rzeki, o wysokich brzega, gęsto porośniętych ponad 100-letnim okresowo zalewanym wodą lasem. Rosną tu dęby, których pnie są strzeliste niczym sosny, co jest efektem walki o słońce w gęsty lesie. Drzewostan uzupełniają 30 metrowe graby i jesiony. W 10 minut kajak przygotowany, ja spakowany, więc ruszam. Rzeka przy niskim stanie wody jest malownicza i senna, ale szybko się okazało, że łatwo dostępny brzeg zmienił się w małą skarpę, którą z 35 kg balastem długości czterech metrów nie tak łatwo pokonać. Chcąc, nie chcąc przeniosłem się dziesięć metrów w górę rzeki do małego rowu melioracyjnego, którym spokojnie  zwodowałem kajak. Płynę w gorę rzeki blisko brzegu, aby nie męczyć się w głównym nurcie, lub o ile to możliwe zabrać się w prądzie wstecznym, szczególnie między ostrogami, oraz podmytym brzegiem. Zmieniam brzeg, aby płynąć po wewnętrznej stronie zakola. Przepłyniecie 1km zajmuje mi około 20-30 minut. Oglądam powalone do wody olbrzymie dęby, w których korzeniach bobry drążyły jamy, w ten sposób ułatwiając wodzie naruszenie brzegu we wspólnym dziele zniszczenia. W końcu dopływam do miejsca przeznaczenia, jest to betonowa zastawka łącząca Wartę z jej starorzeczem znajdującym się około 50metrów od koryta rzeki. Celów jej postawienia jest kilka, główne to przyjmowanie wody z rzeki przy jej wysokim stanie (naturalna retencja), oraz utrzymanie wody w lesie, gdy jej poziom w rzece opadnie. Tyle informacji ogólnych teraz to co najważniejsze, przyroda. Pomimo tego, że pod lasem jestem już od 40minut zapach jaki poczułem wspinając na skarpę nie da się opisać. Woda w starorzeczu przezroczysta, lekko brunatna, dno pokryte dębowymi liśćmi, których kożuch sięga 30 cm. Kanał łączący rzekę ze starorzeczem prawie suchy,  zostawiam kajak przy zastawce. Zabieram plecak, aparat i w drogę. Po przejściu około 200 metr wzdłuż brzegu zacząłem się martwić o kajak, który chwilę wcześniej beztrosko zostawiłem. A może ktoś postanowi go zwodować, lub pozbawić powietrza bez mojego pozwolenia. Po wykonaniu kilku zdjęć postanowiłem się cofnąć i zwodować kajak na starorzeczu. Woda w starorzeczu mocno zacieniona wydawała się zimniejsza niż w Warcie, brzegi grząskie i przy wydzielającym się siarkowodorze trochę śmierdzące. Jednak już po chwili siedziałem wygodnie w kajaku z aparatem w ręku rozkoszując się widokami. Po około 600-700 metrach starorzecze zamieniło się wąski kanał porośnięty tatarakiem, łączący długie wąskie starorzecze z niemal idealnie okrągłym jeziorkiem o średnicy 200 metrów znajdującym się pośrodku polany otoczonej dębami. Tu bez strachu o kajak zostawiłem go, a sam udałem się na spacer po lesie. Po około dwóch godzinach i zwiedzeniu jeszcze jednego starorzecza udaję się w drogę powrotną. Zatrzymuję się jeszcze przy ujściu Lutyni i podziwiam skarpę jaką utworzyła to drobna rzeczka nanosząc piasek w nurt Warty. Po dotarciu do samochodu rozpalam mini ognisko, piekę kiełbaski pakując jednocześnie sprzęt to samochodu. Do domu docieram trochę ponad 5 godzin po wyjeździe szczęśliwy, że zdążyłem przed deszczem, oraz zaopatrzony w ponad 70 zdjęć.