RSS
 

Archiwum kategorii ‘Pieszo’

Raz w miesiącu – Kórnik

23 cze

Witam  po dłuższej nieobecności spowodowanej remontem przyszłego domu brata, na który poświęcaliśmy praktycznie każdy weekend. Tytuł wpisu to „raz w miesiącu”, gdyż postanowiłem zmotywować rodziców do wspólnych wyjazdów, choćby jednodniowych zgodnie z nazwą raz w miesiąc. Na miejsce pierwszego wyjazdu wybraliśmy Kórnik w dzień matki, czyli 26.05. W tym dniu w Kórniku odbywały się spotkania z Białą Damą, a także dni azali i różaneczników. Chcąc odwiedzić Kórnickie arboretum jest to najlepszy okres,  gdyż ilość kwitnących roślin jest oszałamiająca. Przy zwiedzaniu zamku proponuję przewodnika, lub tak jak my to zrobiliśmy podłączyć się  do zorganizowanej grupy. Niestety za możliwość fotografowania zamkowych wnętrz trzeba dodatkowo płacić, więc zdjęć nie posiadam. Na zwiedzanie zamku i przyległego parku trzeba poświęcić około 3 godzin. Ceny biletów nie należą do najtańszych, ale uważam, że warto. Koszt zwiedzania zamku to 14zł, arboretum 6zł (bilety normalne). Wszelkie potrzebne informacje znajdziecie na http://www.bkpan.poznan.pl

 

Spacerując po Gnieźnie

03 sty

W ostatnią niedzielę grudnia wybrałem się do Gniezna, aby pochodzić po starym rynku i przyległych do niego uliczkach. Wnioski z wyjazdu mam dwa. Pierwszy to taki, że warto poświęcić kilka godzin, aby z bliska zobaczyć naszą pierwszą stolicę i jej zabytki, na czele z katedrą. Drugi wniosek jest mniej optymistyczny, i nasuwa się gdy zbaczam z głównej drogi prowadzącej do katedry i zaczynamy krążyć po bocznych uliczkach. W oczy rzucają się nam zaniedbane kamienice, które remontu nie widziały od lat.  Gniezno jak miasto robi wrażenie biednego, choć poza ścisłym centrum i budynkami kościelnymi, które są w stanie nienagannym. Pomimo to warto pochodzić po tej brzydszej części miasta poznając historię lokalną, gdyż na wielu budynkach są zamieszczone tablice informujące o ludziach i wydarzeniach związanych z tym miejscem.

Poniżej zdjęcia z wyjazdu. Jako pierwsze zamieszczam zdjęcie jakie zrobiłem w niedziele o świcie, miało być ich więcej, ale nie wiele z nich wyszło. Ostatnie to zdjęcie zachodu słońca w drodze powrotnej do domu.

 
Brak komentarzy

Kategoria: Pieszo

 

Bożen Narodzenie w Kórniku i Rogalinie

26 gru

Pierwszy dzień Bożego Narodzenia postanowiłem spędzić spacerując i robiąc zdjęcia w Kórniku i Rogalinie, a sądzą po liczbie spotkanych tam ludzi nie ja jeden postanowiłem spędzić święta inaczej niż przed telewizorem. W Kórniku zostawiam samochód na rynku, oglądam kościół i ratusz, następnie udaję się pod zamek, który choć remontowany robi wrażenie. Po półgodzinnym spacerze po Arboretum Kórnickim jadę do Rogalina.

W Rogalinie  zatrzymuje się przy kościół Św. Marcelina, następnie akacjową aleją udaję się pod pałac. Park i dęby oglądam poruszając się po terenie według oznaczeń. Po około godzinie wracam do samochodu i udaję się w drogę powrotną do domu. Opis wyjazdu może skąpy, ale nie chciałem zamieszczać encyklopedycznej wiedzy, a przygód jako takich żadnych nie miałem. Jednak zachęcam wszystkich do poświęcenia jednego dnia, aby to zobaczyć.

Zdjęcia poniżej zarówno z Kórnika jak i Rogalina, są podpisane więc nie powinno być problemów.

 
Brak komentarzy

Kategoria: Pieszo

 

Początek zimy 2012

23 gru

Po dłuższej nieobecności związanej z  obowiązkami zawodowymi,  wracam do wyjazdów i dzielenia się nimi na blogu. Poniżej kilka zdjęć z 7 i 8 grudnia, które były pierwszym zimowym weekendem w tym roku. Żałuje, że tylko zdjęcie nr 1 wykonałem w sobotę, kiedy to szron stworzył niesamowite widoki. Pozostałe zdjęcia to niedzielny 4 godzinny spacer po brzegu Warty i jej starorzeczach w okolicach Szczodrzejewa, Czeszewa i Orzechowa. Załączone zdjęcia jasno pokazują, że nie ma złej/brzydkiej pory roku na spacer.

 
Brak komentarzy

Kategoria: Pieszo

 

Starorzecza powyżej Nowego Miasta nad Wartą

06 lip

W niedziele przed finałem Euro 2012 wyjeżdżam na kilka godzin nad Wartę w okolicach Nowego Miasta. W Nowym Mieście ruszam sprzed budowanej przystani, która w połączeniu z hotelem ma przyciągnąć turystów. Kajakiem płynę w górę rzeki, po około 2km po prawej stronie do wody dochodzi kanał, który jest łącznikiem między rzeką, a starorzeczem.  Kajak zostawiam u wylotu kanału pod opieką starszego małżeństwa, a sam zaopatrzony w aparat udaję się na spacer wzdłuż starorzecza, które składa się z kilku przedzielonych roślinnością wodną zbiorników. Całość ma powyżej 1000m długości. Teren w początkowym odcinku zadbany, w drugiej części, gdzie znajduje się stół i miejsce na ognisko śmieci zajmują każde zagłębienie terenu. Po niecałej godzinie wracam nad Wartę i płynę kilometr w górę rzeki do kolejnego starorzecza. Starorzecze choć dużo mniejsze równie często odwiedzane przez wędkarzy co poprzednie. Oba starorzecza warto zobaczyć nie tylko ze względu na wodę, ale przede wszystkim na teren, który ją otacza.

Zdjęcia ułożone chronologicznie i podpisane.

 

Uroczysko Warta

13 cze

Poniżej mapka obrazująca teren w widłach Warty i Lutyni. Na mapce droga jaką pokonałem, ale co ważniejsza zaznaczone trzy ścieżki edukacyjne, oraz inne ciekawe punkty (mapkę można powiększyć).

Do uroczyska dojeżdżam samochodem od strony Dębna, parkuje na wyznaczonym przed wałem miejscu. Obok przygotowane miejsce na piknik, lub odpoczynek. Całość zaopatrzona w ławki z daszkiem, kosze na śmieci, oraz dokładną informację jak się poruszać po terenie. Wchodzę na wał przeciwpowodziowy i ruszam w dół rzeki po ścieżce edukacyjnej. Wzdłuż trasy informacje dotyczące roślin, zwierząt, oraz terenu, który pokonujemy. Po około 500 metrach przy progu spiętrzającym wodę na Lutyni spotykam rowerzystę z Gostynia na kilkudniowym wyjeździe. Na tym odcinku Lutynia wije się przy wale, raz po raz znikając w gęstym debowo-jesionowo-grabowym lesie. Po około 700-800 metrach od mostu przy, którym zacząłem wędrówkę rzeka odsuwa się od wału chowając w gęstych zaroślach, będących mieszaniną trzcin, pokrzyw, oraz wysokich na około 120 cm roślin obsypanych fioletowymi kwiatami. Schodzę z wału w kierunku rzeki, która wąską stróżką płynie szeroką doliną z rzadka porośniętą ogromnymi wierzbami ponadgryzanymi przez bobry. Rzeka, choć wydaje się płytka, jest zasobna w ryby (w większości płotki). Drobnica uwija się nad piaszczysty dnem wygrzewając w słońcu, większe chowają się przy progach spiętrzających wodę, lub przy zwalonych pniach, pod którymi woda wyryła ogromne jamy(patrz uważnie na zdjęcia). Idąc wzdłuż brzegu doceniam spodnie, które pomimo ponad 20 stopni przezornie założyłem. Docieram do Warty, w którą Lutynia naniosła biały jęzor piasku efektownie odbijającego się od jej ciemnej toni. Kilka łyków wody i cofam się do zwalonych pni, po których przekraczam rzekę.  Ta strona jest wyżej położona, miedzy ogromnymi topolami rośnie ostra trawa, co wygląda niezwykle malowniczo. Skręcam w lewo w kierunku Warty, nad jej brzegiem robię przerwę. Po posiłku wracam w kierunku Lutyni, i dosłownie przedzieram się przez zarośla, w których miejscami pewnie mnie nie widać. Wracam w górę rzeki do kanału regulującego poziom wody w starorzeczach Kierzek i Podkowa. Na miejscu okazuje się, że  mnich regulujący ilość wody w rozlewiskach został zniszczony przez wodę. Rozmyciu uległ wał okalający zastawkę. Pomimo tego, że zastawka została zniszczona woda w dużej ilości pozostała w lesie, gdyż 50 metrów powyżej tego miejsca został usypany próg spiętrzający z kamieni, który wydaje szmer niczym górski potok. Mały minus to tabliczki informujące o pochodzeniu środków, z których finansowano prace w dorzeczu Warty. Po prostu przewróciłem się o jedną z nich, gdyż są wbite w ziemię, a mając około 50cm wysokości całkowicie chowają się w poszyciu, ale to pewnie mądrzejsi ode mnie wymyślili. Ruszam w górę kanału, który z każdym metrem tężeje, gesty las wokół prawie całkowicie zamknął dostęp słońca do podszycia, tylko w kilku miejscach rosną rzadko konwalie. Cały czas posuwając się w górę kanału przechodzę drogę biegnącą przez uroczysko. Na całej szerokości uroczyska leży niezliczona ilość powalonych drzew, jednak właśnie tu na lewo od Starorzecza Podkowa leży ich najwięcej, powalone ogromne dęby jeszcze długo będą ozdobą tego miejsca. Kilka minut później trochę na lewo od miejsca, w który kanał dochodzi do Lutyni oglądam ogromne jesiony porośnięte mchem. Po zwalonym dębie przechodzę kanał na drugą stronę, teraz z nurtem do mostu nad Lutynią. Po około 4 godzinach kończę wycieczkę, tak na oko przeszedłem około 4-5 km. Co muszę przyznać jestem zmęczony,ale zadowolony.

 
Brak komentarzy

Kategoria: Pieszo