RSS
 

Archiwum kategorii ‘Rowerem’

Nadwarciański Park Krajobrazowy 2/2

08 sie

Drugiego dnia po raz pierwszy budzę się około szóstej rano, widok zlanego rosą i słońcem parku robi na mnie duże wrażenie. Po kilku chwilach kładę się z powrotem do namiotu i leżakuje do dziewiątej. Potem śniadanie ze słoika, toaleta, pakowanie, i po dziesiątej jestem z powrotem w drodze. Jadę w kierunku Lądu, którego wieże majaczą około 2-3km przede mną. W Lądzie mijam klasztor, i mostem przekraczam Wartę. Droga w kierunku Zagórowa wiedzie nasypem, aby w czasie powodzi można jej używać, nasyp otaczają łąki z licznymi starorzeczami. W Zagórowie kościół oglądam z daleka, gdyż właśnie trwa msza, następnie figurę św. Jana Nepomucena z połowi XVIII wieku, pomniki na rynku, oraz kościół ewangelicki z końcówki XIX wieku. Z Zagórowa jadę do Wrąbczynkowskich Holendrów, gdzie oglądam drewniany kościół, następnie przez Białobrzeg nad Wartę. Po małej przerwie krążę po terenie parku, aby dotrzeć przed pomnik upamiętniający bitwę w czasie powstania styczniowego. Przed Pyzdrami szukam cmentarza żydowskiego, jednak bez owocnie, jednak czasu poświęconego na jego poszukiwanie nie żałuję, gdyż jest tu naprawdę pięknie. Około 20.00 jestem w domu. Koszt wyjazdu 35zł.

Zdjęcia są podpisane i ustawione chronologicznie.

 
 

Nadwarciański Park Krajobrazowy 1/2

27 lip

Mapę parku krajobrazowego można powiększyć.

W ostatni weekend przejechałem rowerem około 100km w dwa dni po terenie Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego. Zwiedzanie zacząłem od Pyzdr, do których dojazd zabrał mi około 50 minut, następnie szlakiem rowerowym do Ciążenia. Droga prowadzi szczytem wzniesienia, na prawo od którego rozpościera się dolina, w której znajduje się Nadwarciański Park Krajobrazowy. W dolinie pracują rolnicy przy sianokosach, to dzięki ich pracy przy koszeniu łąk teren ten nie zarasta lasem, przez co stworzono wspaniale warunki do bytowania ptaków. W Ciążeniu oglądam pałac z połowy XVIII wieku, oraz kościół parafialny z 1535 roku, który prawdę powiedziawszy poprzez szarą elewację robi przygnębiające wrażenie. Kolejny przystanek to Ląd, tu choć jest wiele do zobaczenia, to niewiele oglądam.  I to z dwóch powodów, pierwszym jest remont, drugim ślub. Pocysterski klasztor z XIV wieku obchodzę do okoła, zaglądam do środka, robię kilka zdjęć, niestety rozłożone rusztowania i przygotowania do ślubu na dużo nie pozwalają. Dla osób chcących dokładnie obejrzeć to miejsce salezjanie przy każdej pełnej godzinie (za dnia oczywiście) oprowadzają po klasztorze, tak wiec można przyjechać dosłownie w każdej chwili. Kilkaset metrów od klasztoru znajduje się dworek, w którym mieści się Ośrodek Edukacji Przyrodniczej, oraz siedziba Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego. Przy dworku kilku rowerzystów, oraz chmara dzieciaków wysypujących się z autobusu. W Lądku zatrzymuję się przy kościele, przy którym także trwa remont, który obejmuje murki okalające kościół, oraz nawierzchnię. Patrząc na popękane, sypiące się wieże mogę mieć tylko nadzieje, że remont obejmie także kościół. Poprzez Dolany i Ratyń docieram do Sługocin, tam skręcam w stronę Warty, i drogą szutrową dojeżdżam do promu, którym zamierzam przepłynąć rzeką. Przy promie brak ludzi, ani jakiejkolwiek informacji w jakich godzinach kursuje, po 15 minutach oczekiwania ruszam wzdłuż rzeki w kierunku Lądu, w którym mam zamiar przekroczyć Wartę. Zrujnowało to co prawda mój plan podróży, ale nieznacznie, z mojego planu wypadł Rzgów ze swoim drewniany kościołem i tak prawdę powiedziawszy nic poza tym. Drogą wzdłuż rzeki docieram do starorzecza na brzegach, którego w rzędzie rosną przepiękne topole, w cieniu których urządzam przerwę na posiłek. Po kilku minutach dosiada się do mnie miejscowy wędkarz, od którego dowiaduję się, że prom w Sługocinach pływa tylko w czasie sianokosów. Około 30minutach później ruszam dalej z biegiem rzeki, która jest porośnięta wierzbą i topolą, reszta doliny to królestwo trawy, w niżej położonych miejscach wznoszą się w górę kępy trzciny. Odmianę od tego krajobrazu stanowi Lądkowski Borek, którego białe wzgórza zachęcają do bliższego zapoznania się z tym terenem. Cała wschodnia ściana to wysoka na około 10 metrów góra piasku z rzadka porośnięta brzozami, szczyt i dalsze partie wzniesień, a także las porośnięte są sosną, na której widoczne są ślady pożaru, który miał tu miejsce. W środku lasu znajduje się dawna kwatera powstańców styczniowych,  której ja nie odnalazłem. Znalazłem za to miejsce przysięgi złożonej przez członków Polskiej Organizacji Wojskowej we wrześniu 1918 roku na wierność Ojczyźnie. Drugim miejscem gdzie wspomina się członków POW jest rynek w Zagórowie, a dokładnie pomnik umieszczony w jego centrum, gdzie wymieniona jest miedzy innymi bitwa/potyczka pod Anastazewem, w czasie której dowodził mój pradziadek. Po opuszczeniu Borku szukam dogodnego do spędzenia nocy miejsca, które znajduję na wysokości Redlowej Góry. Teraz już tylko rozłożyć namiot, przygotować ognisko, umyć się w nie za ciepłej Warcie, i już można nabierać sił przed kolejnym dniem podróży.

Zdjęcia podpisane i ułożone w kolejności chronologicznej.

 
 

Rogaliński Park Krajobrazowy

17 lip

W niedziele pomimo zapowiadanych opadów zamierzam pojeździć rowerem po Rogalińskim Parku Krajobrazowym. Pod Śrem, który leży na skraju parku dojeżdżam samochodem. Pogoda wręcz idealna, trochę powyżej 20 stopni, lekki wiaterek, słonecznie. Park od strony Śremu to otwarty teren gęsto poprzecinany starorzeczami, między którymi z rzadka rosną przepiękne dęby, z których park słynie. Dopiero nad brzegiem Warty dębów jest więcej, choć są mniej okazałe. Między drzewami przyczepy kempingowe, kilka namiotów, i sporo wędkarzy. Po około dwóch godzinach mój wyjazd przerywa deszcz, i zmusza do pośpiesznego powrotu do samochodu, do którego docieram po 30 minutach mokrutki. Pierwszy objazd parku się nie udał, ale już wkrótce będzie kolejny, gdyż wiem, że warto. Jakiś czas temu płynąłem kajakiem między Śremem, a Poznaniem, i prawdę powiedziawszy spływ rzeką w odcinku parku wygada skromnie w porównaniu z jazdą rowerem.

 
 

Wycieczka rowerowa. Miłosław-Pyzdry-Żerków-Miłosław cz.2/2

28 cze

Wstaję późno, około godziny 10, gdyż zakładam, że lepiej gdzieś nie dojechać i wypocząć, niż gonić z zegarkiem w ręku. Na prawo od namiotu jakiś wędkarz zaparkował samochód, jego nigdzie nie widzę. Pogoda taka sama jak wczoraj, choć około czwartej w nocy obudził mnie dudniący o tropik deszcz. Po 10 minutach krążenia wokół namiotu szykuje śniadanie, choć szykowanie ogranicza się do otwarcia słoika z flaczkami i wrzucenia na gaz. Po 5 minutach siadam na ławce i próbuje doprawić śniadanie, ale nie bardzo to wychodzi. To chyba mój ostatni zakup produktów tej firmy. Myję naczynia i wstawiam wodę na herbatę, w miedzy czasie  zaczynam się pakować. Po 20 minutach całość mam z powrotem na rowerze i około godziny 11 ruszam w kierunku Pogorzelicy, do której mam około 1km. W Pogorzelicy zatrzymuje się na wale przeciwpowodziowym, gdyż  z tego miejsca jest najlepszy widok na kościół położony nad starorzeczem, do samego kościoła nie podjeżdżam gdyż właśnie trwa msza św. Z Pogorzelicy kieruje się w stronę Żerkowa, z dwoma przystankami w Śmiełowie i Brzóstkowie. W Śmiełowie oglądam Pałac z 1797 roku, w którym znajduje się muzeum Adama Mickiewicza. Powodem powstania tu muzeum jego imienia jest pobyt wieszcza w tym miejscu w 1931 roku. Kiedy to próbował się przedostać z zaboru pruskiego, na ziemie Królestwa Polskiego objęte powstaniem listopadowym. Dwa kilometry za Śmiełowem skręcam w lewo do Brzóstkowa i kieruje się w stronę kościoła górującego nad okolicą. Dojazd do kościoła to około 300-400 metrów ostrej wspinaczki miedzy zaparkowanymi samochodami.  Przed kościołem zbierają się ludzie, część udaje się do kościoła, inni oglądają zabawki rozłożone na straganach. Po zjeździe w dół zatrzymuje się przy pięknie odrestaurowanym pałacyku z 1781 roku, oraz przy spichlerzu obronnym 1830 roku, w nie najlepszym stanie. Po kilku chwilach ruszam w kierunku Żerkowa, zaraz za Brzóstkowem czeka mnie wspinaczka na Łysą Górę, która wznosi się na 160 mnpm. Okazuje się , że nie taki diabeł straszny, w 1/3 góry mija mnie peleton sześciu chłopaków na kolarzówkach, którzy trenując robią pętle, najpierw zjeżdżają z maksymalną prędkością w dół chowając się jeden za drugi, następnie wspinają się pod górę w tempie dla mnie nie osiągalnym. Drogę między Pogorzelicą, a Żerkowem pokonuje sprawnie, większość trasy biegnie w lesie, po dobrych, mało uczęszczanych asfaltach, a więc raj dla rowerzysty. W Żerkowie zatrzymuje się przy kościele poewangelickim, następnie przez rynek ruszam w kierunku kościoła i parku. Brama z domem stróża są jedynymi pozostałościami po pałacu Radomickich z początku XVIII wieku. Te pozostałości stanowią obecnie wejście do parku, pałac rozebrali Niemcy w latach 1942-43 rękami jeńców angielskich i robotników przymusowych, na jego miejscu powstała pływalnia. Powyżej parku na wzgórzu stoi kościół barokowy budowany razem z pałacem w XVIII wieku. Kościół jest utrzymany w świetnym stanie i góruje nad miastem, od którego jest odgrodzony murem z otworami strzelniczymi. Poniżej kościoła siadam na kilka chwil pod pomnikiem 700-lecia Żerkowa, obok którego rośnie przepiękny pusty w środku jesion. W drodze powrotnej Wartę mam zamiar przekroczyć mostem kolejowym w Orzechowie, w związku z tym kieruję się w stronę Bieździadowa, droga doprowadza mnie do nasypu kolejowego łączącego Krotoszyn z Gnieznem. Poruszam się wzdłuż nasypu polną drogą, potem krótkim odcinkiem leśnej ścieżki kończącej się domem, który kiedyś był pewnie mieszkaniem dróżnika odpowiadającego za ruch na moście, gdzie ruch zwęża się do jednego toru. Jednak nie przejeżdżam na drugą stronę, a udaję się nad rzekę i robię sobie przerwę obiadową, tym razem gulasz okazuje się jadalny i przywraca mi wiarę w produkty ulubionej firmy. Po dwóch godzinach siesty, które poświęcam na czytanie książki przekraczam most i skręcam w prawo na wał przeciwpowodziowy biegnący w stronę Orzechowa. W Orzechowie, na wysokości basenu skręcam w kierunku środka wsi, następnie w stronę Czeszewa, gdzie przed tablicą informującą o początku wsi skręcam w las, którym udaję się do Miłosławia. Dukt leśny początkowo nieciekawy, w chwili gdy zaczyna biegnąć wzdłuż torów zmienia się w piękny las, z runem gęsto porośniętym jagodami. Przy przejeździe kolejowym znajdującym się w środku lasu skręcam w lewo przez tory. Drogą tą dojeżdżam do głównego duktu łączącego Orzechowo z Miłosławiem, w kierunku którego jadę. Stąd już prosta droga do domu, gdzie jak zwykle czeka mnie najgorszy element wszystkich wyjazd, czyli rozpakowanie i porządki. Na dwudniowy wyjazd wydałem 30zł. Droga, którą pokonałem w połowie biegła asfaltami, a w połowie drogami szutrowymi. Dystans około 70km. Pozdrawiam

Zdjęcia podpisane i poukładane chronologicznie.

 
 

Wycieczka rowerowa. Miłosław-Pyzdry-Żerków-Miłosław cz.1/2

26 cze

Poniżej droga jaką pokonałem w ostatni weekend rowerem na trasie Miłosław-Pyzdry-Żerków-Miłosław (mapę można powiększyć).

W ostatni weekend pokonałem rowerem ponad 70 kilometrów na trasie, którą mogę każdemu z czystym sumieniem polecić, a szczególnie jej część między Pyzdrami-Żerkowem-Orzechowem. Trasa przebiega tam przez dwa parki krajobrazowe, oraz wśród zabytków, które są znakomicie oznakowane i opisane.

W sobotę od rana jeszcze pracuję, pogoda po tygodniu opadów zrobiła się idealna na rower, trochę ponad 20 stopni, słonecznie z lekkim wiaterkiem. Około 11.30 jestem wolny, zakładam sakwy, pakuje trochę sprzętu biwakowego potrzebnego na noc i chwilę po godzinie 13.00 wyjeżdżam. Założenie jest takie, że o ile jest to możliwe na trasach dojazdowych poruszam się po polnych drogach, lub mało uczęszczanych asfaltach, gdyż jazda pomiędzy tirami do przyjemności nie należy. Jadę w kierunku Gorzyc pomiędzy lasem porastającym polodowcowe pagórki, a miłosławskimi stawami hodowlanymi. W Gorzycach zatrzymuję się przy pałacyku znajdującym się na terenie PGR-u, dalej dziurawą drogą do Kołaczkowa. Tam zatrzymuję się przy kościele, oraz przed pałacem, w którym w latach 1920-1925 przebywał Władysław Reymont, a o którym pamięć we wsi jest podtrzymywana (pałac i kościół z XiX wieku). Po kilku chwilach ruszam w kierunku Pyzdr, jednak rezygnuje z ruchliwej drogi pomiędzy Wrześnią, a Kaliszem i wybieram dłuższą, ale bardziej urozmaiconą drogę przez Wszembórz, Cieśle Wielki, Spławie i Tarnowe. Cieśle to były majątek gen. Romana Abrahama, dowódcy Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, którego grób znajduje się we Wrześni.  Za Cieślami w Spławiu chciałem sobie skrócić drogę nad Wartę poprzez żwirownie, ale ilość znaków z zakazami wjazdu jakie tam ustawiono w końcu skłoniło mnie do zawrócenia do drogi asfaltowej łączącej Spławie z Tarnowę i udanie się w jej kierunku. Po około 1000 metrach skręcam w prawo i przez las dojeżdżam to terenów zalewowych nad Wartą. Warta od ściany lasu oddalona jest o około 500 metrów.  Brzegi prawie bez krzewów i drzew, cały teren porośnięty trawą, na której wypasają się krowy i konie. Zatrzymuję się nad rzeką na mały posiłek i obserwuje kajakarzy, którzy wpływają w nurt Warty z Prosny. Po 30 minutach ruszam brzegiem w stronę Pyzdr, których kościelne wieże górują nad lasem. Już po kilku chwilach ogrodzenia pastwisk spychają mnie w kierunku lasu, aby w końcu całkowicie zahamować moją drogę. Nie chcąc się szarpać przy przekładaniu obciążonego sakwami roweru nad elektrycznym pastuchem skręcam w stronę lasu, tam trafiam w żwirową pułapkę, która zmusza mnie do pchania roweru pod górę. Cała droga pokryta jest drobnym wypukanym ze zbocza piaskiem, dodatkowo porozbijanym kopytami pędzonych tedy na pastwiska zwierząt. Na szczycie górki okazuje się, że jestem w Tarnowej, która asfaltem prowadzi mnie do Pyzdr. Gdy tylko wyjeżdżam z Tarnowej do mych uszu dobiegają odgłosy wystrzałów petard, odbiorników radiowych rozkręconych na max-a, oraz alarmów samochodowych, które wyją bez przerwy. Te odgłosy to potwierdzenie, że czereśnie dojrzały, i w otaczających Pyzdry sadach robią wszystko, aby odstraszyć szpaki, które jak się później przekonałem nad brzegiem Warty zbierają się w ogromne stada i tylko czekają na odpowiednią chwilę do ataku. Zbliżając się do miasta mogę podziwiać jego kościoły, będące usytuowane na wzgórzu i górujące na częścią miasta. Zanim pojadę je oglądać zatrzymuje się przy tak zwanym młynie holenderskim z początku XX wieku.  Następnie zwiedzam kościół parafialny z drugiej połowy XV wieku, oraz centrum miasta. Udaję się pod kościół przy klasztorze pofranciszkańskim. Całość nie robi najlepszego wrażenia, choć część tynków jest skutych, co może świadczyć o remoncie. Wyjeżdżając z Pyzdr zatrzymuje się pod sklepem i robię niezbędne zakupy, których wcześniej nie robiłem, aby nie wozić zbędnych kilogramów. Tak prawdę powiedziawszy to Pyzdry najlepiej prezentują się, gdy oglądamy je z mostu na Warcie, to wtedy możemy podziwiać piękno zabytkowych budynków położonych na skarpie nad Wartą. Po przejechaniu na druga stronę rzeki skręcam w prawo w kierunku stadionu miejskiego. Tam zatrzymuje się przy kapliczce usytuowanej na małym kopcu, który jest skąpany w kolorowych kwiatach gęsto go porastających. Ta część trasy to południowo-zachodni koniec Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego, który kończy się przy ujściu Prosny do Warty, i w jej kierunku zmierzam. Początkowo jadę przy Warcie, której brzeg obrastają wierzby, oraz górujące nad nimi strzeliste topole. Jednak z każdym pokonanym metrem drzew coraz mniej, a droga jaka dzieli wał przeciwpowodziowy od rzeki robi się coraz większa, wolną przestrzeń zajmuje trawa, a niżej położone miejsca roślinność wodna i bagienna. Kiedy już z daleka mogę oglądać topole wyznaczające bieg Prosny napotykam płytkie starorzecze, które zataczając szeroki łuk w całości przegradza teren zalewowy zmuszając mnie do odwrotu z pułapki, w którą się dostałem. Cofam się, rower podpycham pod wał przeciwpowodziowy, na którego zewnętrznej stronie biegnie droga szutrowa, którą poruszam się, aż do Rudy Komorskiej, w między czasie przejeżdżam obok wieży wiertniczej usytuowanej w widłach Warty i Prosny. Po przejeździe przez most na Prośnie w Rudzie Komorskiej, po raz kolejny skręcam w prawo i podążam wzdłuż rzeki z powrotem w kierunku Warty. Gliniastą polną drogę wypełniają głębokie kałuże, które o ile to możliwe omijam slalomem. Do czasu dojechania do Warty brzegi Prosny porastała kukurydza i owies, tu teren nadbrzeżny po raz kolejny zmienia się w rozległe łąki z rzadką porośnięte drzewami. I tu też po raz kolejny zmuszony jestem podpychać rower pod wał, który na moje oko ma 5 metrów wysokości, jest gęsto porośnięty pokrzywami i na tyle stromy, że rower obciążony sakwami chce wywinąć koziołka w tył. Dla jadących tą trasą proponuje jechać szczytem wału przeciwpowodziowego, który uchroni nas od takich niespodzianek, a także zapewni możliwość dokładniejszej obserwacji okolicy. Po przejechaniu około 3-4km wałem zjeżdżam w stronę Warty i szukam miejsca na biwak, które znajduje po 5 minutach. Miejsce chyba idealne, nad samą wodą znajduje stolik z ławkami, miejsce na ognisko wytyczone kamieniami, a z boku drewno na opał, z którego korzystam. Po rozbiciu namiotu i rozpakowaniu sakw przynoszę jeszcze brakującą ilość opału, teraz okazuje się, że przesiąknięte kilkudniowymi opadami drewno nie chce się rozpalić. Lekko zmęczony próbami rozdmuchania ogniska, po raz kolejny udaję się po rozpałkę. Zbieram tylko gałązki wiszące w powietrzu, a wiec takie, które wiatr szybciej osuszy. Tym razem się udaje, i zasiadam przy ognisku piekąc kiełbaski. Po przejechaniu około 40km w niecałe 7 godzin, o godzinie 23.30 idę spać.  CDN

Poniższe zdjęcia są podpisane i ustawione chronologicznie.

 
 

Wycieczka rowerowa, Miłosław-Środa Wielkopolska-Miłosław

18 cze

Opisuje dziś wycieczkę rowerową jaką odbyłem na trasie Miłosław-Środa Wielkopolska-Miłosław.

Z domu wyjechałem około 10.30, jadę w kierunku Winnej Góry, przejeżdżam obok strzelnicy sportowej, na której odbywają się zawody, następnie przy browarze Fortuna. Chwilę później jadę kasztanową aleją, która doprowadzi nas do Winnej Góry, po lewej oglądam malowniczy stawek pod lasem. W Winnej Górze zatrzymuje się przy pałacu, w którym można oglądać ekspozycję poświęconą gen. Henrykowi Dąbrowskiemu, a który spoczywa w miejscowym kościele. Teraz bez przystanków jadę w kierunku Środy. Droga na całej długości porośnięta drzewami, głównie klonami, które szczelinie zakrywają drogę chroniąc przed upałem. Wyjątkiem od tego klonowego baldachimu są dwa odcinki alei obsadzonej czereśniami i jabłoniami, co też ma swoje zalety. Wjeżdżając do Środy jadę na wprost w kierunku wieży ciśnień z początku XX wieku, obok której stoi pomnik Henryka Dąbrowskiego. Następnie krążę po rynku i przylegających do niego wybrukowanych uliczkach, które zachowały średniowieczny układ urbanistyczny. Spod kolegiaty z początków XV wieku udaję się do oddalonej o kilka metrów biblioteki miejskiej, która do 1939 roku służyła miejscowym żydom jako synagoga. Na jej ścianie wisi już mało czytelna tablica informująca o tym fakcie. Obok znakomicie utrzymanego poewangelickiego kościoła stoi przepiękny budynek liceum, przed którym zatrzymuję się na małą przerwę. Następnie ruszam w kierunku cmentarza,  na przeciwko którego oglądam nieużytkowaną ewangelicką kaplicę z początku XX wieku. Kaplica choć nie używana, jest w niezłym stanie, teren w koło uporządkowany. Za cmentarzem skręcam w prawo i przez park dojeżdżam do zalewu, przy którym budowana jest nowa droga. Na zaporze fotografuje przepiękną kaczkę pływającą w wodzie, która nie zachęcała do kąpieli, ale ja mam wybór, kaczka nie. Po dwóch godzinach w Środzie wracam do domu, jednak częściowo inną trasą. Zamiast przez Szlachcin jadę przez Czarne Piątkowo. Prawie na całej długości trasy aleja czereśniowa, której sądząc po ilości zaparkowany pod nią samochodów nikt nie dzierżawi. W Winnej Górze znów zbaczam z asfaltu. Polną drogą jadę w kierunku Białego Piątkowa, jednak gdy tylko zaczyna się las skręcam w lewo i przejeżdżam obok zagradzającej drogę kłody. Wąską, porośniętą pokrzywami dróżką dojeżdżam do skarpy będącej pozostałością po zamkniętej żwirowni. Urwisko pozostałe po wybieraniu piasku z wnętrza góry ma około 15-20metrów. Po wejściu na jego szczyt mogę obserwować okolicę ponad drzewami. Sama nazwa Winna Góra pochodzi od uprawianych na jej zboczach w średniowieczu winorośli, podobno klimat był cieplejszy i uprawy winogron bardziej udane. Kolejnym punktem wyjazdu jest umieszczony na szczycie góry krzyż, który góruje nad okolicą. Jako pierwszy krzyż w tym miejscu umieścił syn gen. Dąbrowskiego, Bronisław. Krzyż jest drewniany, więc kiedy powalą go warunki atmosferyczne jest wymieniany na nowy. Cały ten teren ze względu na strome zbocza jest świetnym miejscem na jazdę rowerem mtb. Zjeżdżając na drugą stronę zbocza zatrzymuję się przy obrośniętych winobluszczem sosnach, który wspina się po pniach na wysokość 10-12m. Całość przypomina raczej amazońską dżunglę, niż las pod Miłosławiem. Po kilku minutach ruszam dalej wzdłuż stawu, w kierunku Miłosławia, który widzę na horyzoncie. Po 5 godzinach i przejechaniu około 40km jestem z powrotem w domu.

 
 

Dębno Nad Wartą

10 cze

Jadąc nad rzekę Lutynię zatrzymałem się w Dębnie Nad Wartą, które swoją historią dorównuje dużo większym od siebie miejscowością. Czas zwiedzania to około 1-2 godzin, w sam raz na wycieczkę rowerową. Wszelkie informacje o zabytkach, oraz miejscowości wyczytamy z tablic informacyjnych. Dojazd przez Orzechowo, a następnie promem przez Wartę, lub przez Wolicę Kozią. Ja jadę przez Wolicę Kozią bo tą drogę uważam za atrakcyjniejszą. Sama Wolica jest zatopiona w małej dolinie, otoczona zalesionymi wzgórzami. Zabudowa z początków XX wieku, o czym informują napisy na murach. Część zabudowań przerobiona na gospodarstwa agroturystyczne. W centrum miejscowości figura Matki Boskiej zbudowana w 1945 roku, wyjątkowo przyozdobiona, gdyż jest dziś święto Bożego Ciała. Co do walorów agroturystycznych miejscowości nie trzeba przekonywać oglądając poniższe zdjęcie. Dodatkowo w pobliżu Warta, kilka starorzeczy, rezerwaty przyrody, trasy rowerowe, czy nordic walking.Następnie udaję się drogę szutrową do Dębna. Po lewej i prawej stronie ścisły rezerwat, który można podziwiać tylko z drogi. Dojazd do Dębna zajmuje około 15 minut. Same Dębno to stara wieś, o której wzmianki pochodzą już z XIII wieku. 1447 roku ukończono budowę gotyckiego kościoła, którego fundatorem był Wincenty Kot, późniejszy arcybiskup gnieźnieński i prymas. Obok kościoła klasycystyczna dzwonnica, oraz figura św. Jana Niepomucena XIX wieku. Wokół kościoła jak i plebani mnóstwo figur Świętych, oraz dokładna informacja o zabytkach jak i historia Dębna. W zamkniętym dla zwiedzających i zaniedbanym parku znajdują się ruiny XIX wiecznego pałacu, oraz mauzoleum. Aby je zobaczyć trzeba przeskoczyć ogrodzenie, oraz przedzierać się przez pokrzywy, które miejscami sięgają ramion. Jestem pewien, że warto tu zajrzeć i ciekawie spędzić czas.