RSS
 

Archiwum z miesiaca Lipiec, 2012

Nadwarciański Park Krajobrazowy 1/2

27 lip

Mapę parku krajobrazowego można powiększyć.

W ostatni weekend przejechałem rowerem około 100km w dwa dni po terenie Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego. Zwiedzanie zacząłem od Pyzdr, do których dojazd zabrał mi około 50 minut, następnie szlakiem rowerowym do Ciążenia. Droga prowadzi szczytem wzniesienia, na prawo od którego rozpościera się dolina, w której znajduje się Nadwarciański Park Krajobrazowy. W dolinie pracują rolnicy przy sianokosach, to dzięki ich pracy przy koszeniu łąk teren ten nie zarasta lasem, przez co stworzono wspaniale warunki do bytowania ptaków. W Ciążeniu oglądam pałac z połowy XVIII wieku, oraz kościół parafialny z 1535 roku, który prawdę powiedziawszy poprzez szarą elewację robi przygnębiające wrażenie. Kolejny przystanek to Ląd, tu choć jest wiele do zobaczenia, to niewiele oglądam.  I to z dwóch powodów, pierwszym jest remont, drugim ślub. Pocysterski klasztor z XIV wieku obchodzę do okoła, zaglądam do środka, robię kilka zdjęć, niestety rozłożone rusztowania i przygotowania do ślubu na dużo nie pozwalają. Dla osób chcących dokładnie obejrzeć to miejsce salezjanie przy każdej pełnej godzinie (za dnia oczywiście) oprowadzają po klasztorze, tak wiec można przyjechać dosłownie w każdej chwili. Kilkaset metrów od klasztoru znajduje się dworek, w którym mieści się Ośrodek Edukacji Przyrodniczej, oraz siedziba Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego. Przy dworku kilku rowerzystów, oraz chmara dzieciaków wysypujących się z autobusu. W Lądku zatrzymuję się przy kościele, przy którym także trwa remont, który obejmuje murki okalające kościół, oraz nawierzchnię. Patrząc na popękane, sypiące się wieże mogę mieć tylko nadzieje, że remont obejmie także kościół. Poprzez Dolany i Ratyń docieram do Sługocin, tam skręcam w stronę Warty, i drogą szutrową dojeżdżam do promu, którym zamierzam przepłynąć rzeką. Przy promie brak ludzi, ani jakiejkolwiek informacji w jakich godzinach kursuje, po 15 minutach oczekiwania ruszam wzdłuż rzeki w kierunku Lądu, w którym mam zamiar przekroczyć Wartę. Zrujnowało to co prawda mój plan podróży, ale nieznacznie, z mojego planu wypadł Rzgów ze swoim drewniany kościołem i tak prawdę powiedziawszy nic poza tym. Drogą wzdłuż rzeki docieram do starorzecza na brzegach, którego w rzędzie rosną przepiękne topole, w cieniu których urządzam przerwę na posiłek. Po kilku minutach dosiada się do mnie miejscowy wędkarz, od którego dowiaduję się, że prom w Sługocinach pływa tylko w czasie sianokosów. Około 30minutach później ruszam dalej z biegiem rzeki, która jest porośnięta wierzbą i topolą, reszta doliny to królestwo trawy, w niżej położonych miejscach wznoszą się w górę kępy trzciny. Odmianę od tego krajobrazu stanowi Lądkowski Borek, którego białe wzgórza zachęcają do bliższego zapoznania się z tym terenem. Cała wschodnia ściana to wysoka na około 10 metrów góra piasku z rzadka porośnięta brzozami, szczyt i dalsze partie wzniesień, a także las porośnięte są sosną, na której widoczne są ślady pożaru, który miał tu miejsce. W środku lasu znajduje się dawna kwatera powstańców styczniowych,  której ja nie odnalazłem. Znalazłem za to miejsce przysięgi złożonej przez członków Polskiej Organizacji Wojskowej we wrześniu 1918 roku na wierność Ojczyźnie. Drugim miejscem gdzie wspomina się członków POW jest rynek w Zagórowie, a dokładnie pomnik umieszczony w jego centrum, gdzie wymieniona jest miedzy innymi bitwa/potyczka pod Anastazewem, w czasie której dowodził mój pradziadek. Po opuszczeniu Borku szukam dogodnego do spędzenia nocy miejsca, które znajduję na wysokości Redlowej Góry. Teraz już tylko rozłożyć namiot, przygotować ognisko, umyć się w nie za ciepłej Warcie, i już można nabierać sił przed kolejnym dniem podróży.

Zdjęcia podpisane i ułożone w kolejności chronologicznej.

 
 

Kuchenka turystyczna gazowa

18 lip

Może to się wyda dziwne, ale zabieram ją prawie wszędzie, niezależnie, czy jadę rowerem, czy samochodem. Przy wyjazdach kilku dniowych zastępuje mi restaurację, czy rozpalanie ogniska, które jest zarezerwowane tylko na noc. Pewnie są kuchenki lżejsze, mniejsze, i bardziej ekonomiczne, ale ta mieści mi się w kieszeni sakwy rowerowej, i pomimo stosunkowo dużej objętości ma niską wagę. Jej największą zaletą jest duży palnik, który w kilka chwil podgrzeje najlepiej jedno-garnkowe danie, oraz stabilność. Posiada elektryczną zapalarkę, oraz łatwe w wymianie i ogólnodostępne naboje (kartusze). Jeden nabój, który kosztuje 3-4zł starcza mi na trzy dni w plenerze.  Dla mnie sprzęt obowiązkowy. Cena na Allegro około 60zł z transportem (ja nimi nie handluje).

 

 

Rogaliński Park Krajobrazowy

17 lip

W niedziele pomimo zapowiadanych opadów zamierzam pojeździć rowerem po Rogalińskim Parku Krajobrazowym. Pod Śrem, który leży na skraju parku dojeżdżam samochodem. Pogoda wręcz idealna, trochę powyżej 20 stopni, lekki wiaterek, słonecznie. Park od strony Śremu to otwarty teren gęsto poprzecinany starorzeczami, między którymi z rzadka rosną przepiękne dęby, z których park słynie. Dopiero nad brzegiem Warty dębów jest więcej, choć są mniej okazałe. Między drzewami przyczepy kempingowe, kilka namiotów, i sporo wędkarzy. Po około dwóch godzinach mój wyjazd przerywa deszcz, i zmusza do pośpiesznego powrotu do samochodu, do którego docieram po 30 minutach mokrutki. Pierwszy objazd parku się nie udał, ale już wkrótce będzie kolejny, gdyż wiem, że warto. Jakiś czas temu płynąłem kajakiem między Śremem, a Poznaniem, i prawdę powiedziawszy spływ rzeką w odcinku parku wygada skromnie w porównaniu z jazdą rowerem.

 
 

Przydaję się, mapa sztabowa

12 lip

Dla wszystkich podróżujących bliże, czy dalej, polecam mapę sztabową, nie w pełnej wersji, gdyż trzeba by ją było nosić w plecaku, ale na płytach DVD. Dzięki takiemu rozwiązaniu przed wyjazdem zapoznajemy się z trasą i drukujemy tylko interesujące nas fragmenty. Polecam mapę 1:50000, gdzie każdy centymetr na mapie to 500 metrów w terenie. Przy każdej miejscowości podana liczba mieszkańców, dokładnie zaznaczone rzeki, jeziora, dukty leśne, czy drogi szutrowe.  Niestety mapy są z lat 80-tych, choć jeżeli nie używamy autostrad to niewiele się zmieniło, przynajmniej ja się nie zawiodłem. Kolejnym minusem jest czarno-biały kolor map, ale nie ma róży bez kolcy. Mapę taką można nabyć na allegro w cenie około 25zł z transportem (to nie ja je sprzedaje). Dla lubiących zjechać z asfaltu niezastąpiona.

 

 

Prawie jak bonsai

07 lip

Żar lejący z nieba przez cały dzień nie pozwala myśleć o niczym niczym innym, tylko o schowaniu w cieniu z zimnym płynem w reku. Jednak chwile przed godziną dwudziestą trochę się zachmurzyło, a wiatr przegnał parne powietrze. Zmobilizowałem się wsiadłem na rower i ruszyłem w kierunku Lipia. Z Lipia jadę w kierunku Gorzyc i Krzywej Góry. W Gorzycach skręcam w kierunku Biechowa i po około 500 metrach zatrzymuje się przy pomniku przyrody. Sośnie, która wygląda jak ogromne bonsai. Około 300-400 metrów dalej kolejne, choć mniej efektowne. Na obu drzewach małe kapliczki i tabliczki informujące, że drzewa są pod ochroną. Niestety za względu na późną porę i zachmurzenie zdjęcia wyszły średnio. Wracam do drogi łączącej Lipie z Krzywą Górą i jadę w jej kierunku, jednak po wjechaniu do Krzywej Góry warunki atmosferyczne zmuszają mnie do powrotu do domu. Nie pada, jednak wiatr podrywa takie ilości pyłu, że bez gogli dalsza jazda jest nie możliwa. W drodze powrotnej zatrzymuje się na chwilę przy świeżo wyremontowanym Kanale Biechowskim biegnącym przez Gorzyce.

 
 

Starorzecza powyżej Nowego Miasta nad Wartą

06 lip

W niedziele przed finałem Euro 2012 wyjeżdżam na kilka godzin nad Wartę w okolicach Nowego Miasta. W Nowym Mieście ruszam sprzed budowanej przystani, która w połączeniu z hotelem ma przyciągnąć turystów. Kajakiem płynę w górę rzeki, po około 2km po prawej stronie do wody dochodzi kanał, który jest łącznikiem między rzeką, a starorzeczem.  Kajak zostawiam u wylotu kanału pod opieką starszego małżeństwa, a sam zaopatrzony w aparat udaję się na spacer wzdłuż starorzecza, które składa się z kilku przedzielonych roślinnością wodną zbiorników. Całość ma powyżej 1000m długości. Teren w początkowym odcinku zadbany, w drugiej części, gdzie znajduje się stół i miejsce na ognisko śmieci zajmują każde zagłębienie terenu. Po niecałej godzinie wracam nad Wartę i płynę kilometr w górę rzeki do kolejnego starorzecza. Starorzecze choć dużo mniejsze równie często odwiedzane przez wędkarzy co poprzednie. Oba starorzecza warto zobaczyć nie tylko ze względu na wodę, ale przede wszystkim na teren, który ją otacza.

Zdjęcia ułożone chronologicznie i podpisane.