RSS
 

Wpisy z tagiem ‘Żerków’

Raz w miesiącu – Szwajcaria Żerkowska

10 lip

Witam,

Poniżej zamieszczam opis jednodniowej wycieczki po Szwajcarii Żerkowskiej, gdzie udałem się z rodzicami w dzień ojca. Tak jak w poprzednim wpisie pisałem namówiłem rodziców do wyjazdów raz w miesiącu, choćby na jeden dzień.  Zwiedzanie tego terenu nie sprawia większych trudności, gdyż całość jest świetnie opisana, przy każdym zabytku znajduje się jego historia, oraz mapka prowadząca do kolejnych miejsc. Ja zwiedzałem objeżdżając teren samochodem, ale idealnym dla tego miejsca jest podróżowanie rowerem. Miejscem, którego nie można przeoczyć zwiedzając tą okolicę jest  Muzeum Adama Mickiewicz w Śmiełowie, które robi wrażenie nie tylko z zewnątrz, ale także w środku dzięki ilości zgromadzonych tam eksponatów. Dalsza część zwiedzania to dowolny wybór każdego, jednak nie można ominąć punktu widokowego na Łysej Górze, z którego rozciąga się wspaniały widok na Żerkowsko-Czeszewski Park Krajobrazowy z kościołem w Brzóstkowie w pierwszym planie.

Normalny bilet występu do muzeum to 10zł

Wszelkie niezbędne informacje znajdziecie na:

www.zerkow.pl

www.smielow.pl

 

Wycieczka rowerowa. Miłosław-Pyzdry-Żerków-Miłosław cz.2/2

28 cze

Wstaję późno, około godziny 10, gdyż zakładam, że lepiej gdzieś nie dojechać i wypocząć, niż gonić z zegarkiem w ręku. Na prawo od namiotu jakiś wędkarz zaparkował samochód, jego nigdzie nie widzę. Pogoda taka sama jak wczoraj, choć około czwartej w nocy obudził mnie dudniący o tropik deszcz. Po 10 minutach krążenia wokół namiotu szykuje śniadanie, choć szykowanie ogranicza się do otwarcia słoika z flaczkami i wrzucenia na gaz. Po 5 minutach siadam na ławce i próbuje doprawić śniadanie, ale nie bardzo to wychodzi. To chyba mój ostatni zakup produktów tej firmy. Myję naczynia i wstawiam wodę na herbatę, w miedzy czasie  zaczynam się pakować. Po 20 minutach całość mam z powrotem na rowerze i około godziny 11 ruszam w kierunku Pogorzelicy, do której mam około 1km. W Pogorzelicy zatrzymuje się na wale przeciwpowodziowym, gdyż  z tego miejsca jest najlepszy widok na kościół położony nad starorzeczem, do samego kościoła nie podjeżdżam gdyż właśnie trwa msza św. Z Pogorzelicy kieruje się w stronę Żerkowa, z dwoma przystankami w Śmiełowie i Brzóstkowie. W Śmiełowie oglądam Pałac z 1797 roku, w którym znajduje się muzeum Adama Mickiewicza. Powodem powstania tu muzeum jego imienia jest pobyt wieszcza w tym miejscu w 1931 roku. Kiedy to próbował się przedostać z zaboru pruskiego, na ziemie Królestwa Polskiego objęte powstaniem listopadowym. Dwa kilometry za Śmiełowem skręcam w lewo do Brzóstkowa i kieruje się w stronę kościoła górującego nad okolicą. Dojazd do kościoła to około 300-400 metrów ostrej wspinaczki miedzy zaparkowanymi samochodami.  Przed kościołem zbierają się ludzie, część udaje się do kościoła, inni oglądają zabawki rozłożone na straganach. Po zjeździe w dół zatrzymuje się przy pięknie odrestaurowanym pałacyku z 1781 roku, oraz przy spichlerzu obronnym 1830 roku, w nie najlepszym stanie. Po kilku chwilach ruszam w kierunku Żerkowa, zaraz za Brzóstkowem czeka mnie wspinaczka na Łysą Górę, która wznosi się na 160 mnpm. Okazuje się , że nie taki diabeł straszny, w 1/3 góry mija mnie peleton sześciu chłopaków na kolarzówkach, którzy trenując robią pętle, najpierw zjeżdżają z maksymalną prędkością w dół chowając się jeden za drugi, następnie wspinają się pod górę w tempie dla mnie nie osiągalnym. Drogę między Pogorzelicą, a Żerkowem pokonuje sprawnie, większość trasy biegnie w lesie, po dobrych, mało uczęszczanych asfaltach, a więc raj dla rowerzysty. W Żerkowie zatrzymuje się przy kościele poewangelickim, następnie przez rynek ruszam w kierunku kościoła i parku. Brama z domem stróża są jedynymi pozostałościami po pałacu Radomickich z początku XVIII wieku. Te pozostałości stanowią obecnie wejście do parku, pałac rozebrali Niemcy w latach 1942-43 rękami jeńców angielskich i robotników przymusowych, na jego miejscu powstała pływalnia. Powyżej parku na wzgórzu stoi kościół barokowy budowany razem z pałacem w XVIII wieku. Kościół jest utrzymany w świetnym stanie i góruje nad miastem, od którego jest odgrodzony murem z otworami strzelniczymi. Poniżej kościoła siadam na kilka chwil pod pomnikiem 700-lecia Żerkowa, obok którego rośnie przepiękny pusty w środku jesion. W drodze powrotnej Wartę mam zamiar przekroczyć mostem kolejowym w Orzechowie, w związku z tym kieruję się w stronę Bieździadowa, droga doprowadza mnie do nasypu kolejowego łączącego Krotoszyn z Gnieznem. Poruszam się wzdłuż nasypu polną drogą, potem krótkim odcinkiem leśnej ścieżki kończącej się domem, który kiedyś był pewnie mieszkaniem dróżnika odpowiadającego za ruch na moście, gdzie ruch zwęża się do jednego toru. Jednak nie przejeżdżam na drugą stronę, a udaję się nad rzekę i robię sobie przerwę obiadową, tym razem gulasz okazuje się jadalny i przywraca mi wiarę w produkty ulubionej firmy. Po dwóch godzinach siesty, które poświęcam na czytanie książki przekraczam most i skręcam w prawo na wał przeciwpowodziowy biegnący w stronę Orzechowa. W Orzechowie, na wysokości basenu skręcam w kierunku środka wsi, następnie w stronę Czeszewa, gdzie przed tablicą informującą o początku wsi skręcam w las, którym udaję się do Miłosławia. Dukt leśny początkowo nieciekawy, w chwili gdy zaczyna biegnąć wzdłuż torów zmienia się w piękny las, z runem gęsto porośniętym jagodami. Przy przejeździe kolejowym znajdującym się w środku lasu skręcam w lewo przez tory. Drogą tą dojeżdżam do głównego duktu łączącego Orzechowo z Miłosławiem, w kierunku którego jadę. Stąd już prosta droga do domu, gdzie jak zwykle czeka mnie najgorszy element wszystkich wyjazd, czyli rozpakowanie i porządki. Na dwudniowy wyjazd wydałem 30zł. Droga, którą pokonałem w połowie biegła asfaltami, a w połowie drogami szutrowymi. Dystans około 70km. Pozdrawiam

Zdjęcia podpisane i poukładane chronologicznie.

 
 

Wycieczka rowerowa. Miłosław-Pyzdry-Żerków-Miłosław cz.1/2

26 cze

Poniżej droga jaką pokonałem w ostatni weekend rowerem na trasie Miłosław-Pyzdry-Żerków-Miłosław (mapę można powiększyć).

W ostatni weekend pokonałem rowerem ponad 70 kilometrów na trasie, którą mogę każdemu z czystym sumieniem polecić, a szczególnie jej część między Pyzdrami-Żerkowem-Orzechowem. Trasa przebiega tam przez dwa parki krajobrazowe, oraz wśród zabytków, które są znakomicie oznakowane i opisane.

W sobotę od rana jeszcze pracuję, pogoda po tygodniu opadów zrobiła się idealna na rower, trochę ponad 20 stopni, słonecznie z lekkim wiaterkiem. Około 11.30 jestem wolny, zakładam sakwy, pakuje trochę sprzętu biwakowego potrzebnego na noc i chwilę po godzinie 13.00 wyjeżdżam. Założenie jest takie, że o ile jest to możliwe na trasach dojazdowych poruszam się po polnych drogach, lub mało uczęszczanych asfaltach, gdyż jazda pomiędzy tirami do przyjemności nie należy. Jadę w kierunku Gorzyc pomiędzy lasem porastającym polodowcowe pagórki, a miłosławskimi stawami hodowlanymi. W Gorzycach zatrzymuję się przy pałacyku znajdującym się na terenie PGR-u, dalej dziurawą drogą do Kołaczkowa. Tam zatrzymuję się przy kościele, oraz przed pałacem, w którym w latach 1920-1925 przebywał Władysław Reymont, a o którym pamięć we wsi jest podtrzymywana (pałac i kościół z XiX wieku). Po kilku chwilach ruszam w kierunku Pyzdr, jednak rezygnuje z ruchliwej drogi pomiędzy Wrześnią, a Kaliszem i wybieram dłuższą, ale bardziej urozmaiconą drogę przez Wszembórz, Cieśle Wielki, Spławie i Tarnowe. Cieśle to były majątek gen. Romana Abrahama, dowódcy Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, którego grób znajduje się we Wrześni.  Za Cieślami w Spławiu chciałem sobie skrócić drogę nad Wartę poprzez żwirownie, ale ilość znaków z zakazami wjazdu jakie tam ustawiono w końcu skłoniło mnie do zawrócenia do drogi asfaltowej łączącej Spławie z Tarnowę i udanie się w jej kierunku. Po około 1000 metrach skręcam w prawo i przez las dojeżdżam to terenów zalewowych nad Wartą. Warta od ściany lasu oddalona jest o około 500 metrów.  Brzegi prawie bez krzewów i drzew, cały teren porośnięty trawą, na której wypasają się krowy i konie. Zatrzymuję się nad rzeką na mały posiłek i obserwuje kajakarzy, którzy wpływają w nurt Warty z Prosny. Po 30 minutach ruszam brzegiem w stronę Pyzdr, których kościelne wieże górują nad lasem. Już po kilku chwilach ogrodzenia pastwisk spychają mnie w kierunku lasu, aby w końcu całkowicie zahamować moją drogę. Nie chcąc się szarpać przy przekładaniu obciążonego sakwami roweru nad elektrycznym pastuchem skręcam w stronę lasu, tam trafiam w żwirową pułapkę, która zmusza mnie do pchania roweru pod górę. Cała droga pokryta jest drobnym wypukanym ze zbocza piaskiem, dodatkowo porozbijanym kopytami pędzonych tedy na pastwiska zwierząt. Na szczycie górki okazuje się, że jestem w Tarnowej, która asfaltem prowadzi mnie do Pyzdr. Gdy tylko wyjeżdżam z Tarnowej do mych uszu dobiegają odgłosy wystrzałów petard, odbiorników radiowych rozkręconych na max-a, oraz alarmów samochodowych, które wyją bez przerwy. Te odgłosy to potwierdzenie, że czereśnie dojrzały, i w otaczających Pyzdry sadach robią wszystko, aby odstraszyć szpaki, które jak się później przekonałem nad brzegiem Warty zbierają się w ogromne stada i tylko czekają na odpowiednią chwilę do ataku. Zbliżając się do miasta mogę podziwiać jego kościoły, będące usytuowane na wzgórzu i górujące na częścią miasta. Zanim pojadę je oglądać zatrzymuje się przy tak zwanym młynie holenderskim z początku XX wieku.  Następnie zwiedzam kościół parafialny z drugiej połowy XV wieku, oraz centrum miasta. Udaję się pod kościół przy klasztorze pofranciszkańskim. Całość nie robi najlepszego wrażenia, choć część tynków jest skutych, co może świadczyć o remoncie. Wyjeżdżając z Pyzdr zatrzymuje się pod sklepem i robię niezbędne zakupy, których wcześniej nie robiłem, aby nie wozić zbędnych kilogramów. Tak prawdę powiedziawszy to Pyzdry najlepiej prezentują się, gdy oglądamy je z mostu na Warcie, to wtedy możemy podziwiać piękno zabytkowych budynków położonych na skarpie nad Wartą. Po przejechaniu na druga stronę rzeki skręcam w prawo w kierunku stadionu miejskiego. Tam zatrzymuje się przy kapliczce usytuowanej na małym kopcu, który jest skąpany w kolorowych kwiatach gęsto go porastających. Ta część trasy to południowo-zachodni koniec Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego, który kończy się przy ujściu Prosny do Warty, i w jej kierunku zmierzam. Początkowo jadę przy Warcie, której brzeg obrastają wierzby, oraz górujące nad nimi strzeliste topole. Jednak z każdym pokonanym metrem drzew coraz mniej, a droga jaka dzieli wał przeciwpowodziowy od rzeki robi się coraz większa, wolną przestrzeń zajmuje trawa, a niżej położone miejsca roślinność wodna i bagienna. Kiedy już z daleka mogę oglądać topole wyznaczające bieg Prosny napotykam płytkie starorzecze, które zataczając szeroki łuk w całości przegradza teren zalewowy zmuszając mnie do odwrotu z pułapki, w którą się dostałem. Cofam się, rower podpycham pod wał przeciwpowodziowy, na którego zewnętrznej stronie biegnie droga szutrowa, którą poruszam się, aż do Rudy Komorskiej, w między czasie przejeżdżam obok wieży wiertniczej usytuowanej w widłach Warty i Prosny. Po przejeździe przez most na Prośnie w Rudzie Komorskiej, po raz kolejny skręcam w prawo i podążam wzdłuż rzeki z powrotem w kierunku Warty. Gliniastą polną drogę wypełniają głębokie kałuże, które o ile to możliwe omijam slalomem. Do czasu dojechania do Warty brzegi Prosny porastała kukurydza i owies, tu teren nadbrzeżny po raz kolejny zmienia się w rozległe łąki z rzadką porośnięte drzewami. I tu też po raz kolejny zmuszony jestem podpychać rower pod wał, który na moje oko ma 5 metrów wysokości, jest gęsto porośnięty pokrzywami i na tyle stromy, że rower obciążony sakwami chce wywinąć koziołka w tył. Dla jadących tą trasą proponuje jechać szczytem wału przeciwpowodziowego, który uchroni nas od takich niespodzianek, a także zapewni możliwość dokładniejszej obserwacji okolicy. Po przejechaniu około 3-4km wałem zjeżdżam w stronę Warty i szukam miejsca na biwak, które znajduje po 5 minutach. Miejsce chyba idealne, nad samą wodą znajduje stolik z ławkami, miejsce na ognisko wytyczone kamieniami, a z boku drewno na opał, z którego korzystam. Po rozbiciu namiotu i rozpakowaniu sakw przynoszę jeszcze brakującą ilość opału, teraz okazuje się, że przesiąknięte kilkudniowymi opadami drewno nie chce się rozpalić. Lekko zmęczony próbami rozdmuchania ogniska, po raz kolejny udaję się po rozpałkę. Zbieram tylko gałązki wiszące w powietrzu, a wiec takie, które wiatr szybciej osuszy. Tym razem się udaje, i zasiadam przy ognisku piekąc kiełbaski. Po przejechaniu około 40km w niecałe 7 godzin, o godzinie 23.30 idę spać.  CDN

Poniższe zdjęcia są podpisane i ustawione chronologicznie.